Quo Vadis BMW.

Lubię samochody z Monachium. Nawet bardzo. Być może ma to związek z dresem z pięcioma paskami, w którym chodzę po domu. Samochody ze śmigłem na masce mają niewątpliwie kilka zalet. Są dobrze wykonane. Każdy znajdzie odpowiedni model dla siebie, sportowy czy komfortowy, zwinne coupe albo wielkiego suva. Wszystkie jednak są ponad miarę dopracowane i cechuią znakomitymi właściwościami jezdnymi. Napęd na tył umożliwia harce na zakrętach, a rzędowe sześciocylindrowe silniki szybko stały się kultowe. Cała gama ma charyzmę i pozwala poczuć się kierowcy odrobinę wyjątkowo. Nawet James Bond poczuł bluesa i w kilku filmach poruszał się lśniącymi i napakowanymi śmiercionośnymi gadżetami beemkami.

Przynajmniej tak było przez ostatnie 96 lat. BMW z producenta samochodów o zacięciu sportowym, znajdującego potwierdzenie w rzeczywistości hasła „Radość z jazdy” zaczął niebezpiecznie dryfować w mniej przyjazne kierowcy odmęty motoryzacji.

Szybko pogodziliśmy się z coraz mniejszymi silnikami. Kolejne M3 i M5 miały z każdą generacją więcej cylindrów, co naturalnie oznaczało postęp. Owszem, szybko doszlibyśmy do sytuacji, gdzie seria 3 miałaby dwudziestolitrowy silnik V46, ale nie ma niczego złego w małej ewolucji V8 kilka koni więcej.

Zamiast tego mamy turbo. Wielkie sprężarki dodają męskości i pomagające w słownych bitwach na argumenty w lokalnym pubie, ale kto jeździł samochodem z krystaliczną linią przebiegu mocy nie zamieni tego nawet na milion syczących kompresorów.

Dywizja M również się rozrosła. Co ciekawe zamiast konkurenta dla S8 i S63 AMG dostaliśmy wielkie, ciężkie i czteronapędowe suvy i samochody bez tożsamości, czyli nie do końca zwykłe, ale jeszcze nie z literą M przed cyfrą.

Wszystkie wynalazki jednak ciągle są szybkie, a większość z nich jest sportowa na swój sposób. Dlatego patrząc na ostatnią premierę w Genewie pod postacią i8 odżyły wspomnienia związane z E31. A litera „i” może po prostu świadczy o współpracy z Apple. Prawdą jest, że samochód wygląda na kompletnie szalony i jest najbardziej futurystyczny ze wszystkich, które zamierzają wprowadzić. Szkoda, że pod maską drzemie skromny silnik trzycylindrowy wsparty elektronicznym agregatem.

Każdy jednak chce się pochwalić, że jego inżynierowie nie piją tylko kawy i codziennie tworzą coś co zmieni na zawsze postrzeganie samochodu. Dlatego zamiast kolejnego szybkiego i zwinnego coupe dostaliśmy coś co kształtem przypomina Suzuki Wagon R+ w akumulatorami w podłodze. Owszem na prostej prześcignie nawet GT86 i szybkie hatchbacki, ale podda się po pierwszej setce przejechanych kilometrów. A to wszystko za cenę większą niż 125i.

Jasne, żeby przemycić kilka modeli zabijających polarne misie trzeba stworzyć zasłonę dymną dla ekoterrorystów z Brukseli. Dzięki i3 wkrótce dostaniemy M3 i M4. Tyle tylko, że w przypadku normalnych modeli też nie jest zbyt dobrze.

Nowe coupe bazujące na serii 3 zyskało nowe oznaczenie – 4. W sumie szkoda nie jest wielka, ciągle mamy M3. Gorzej, że 4 GC mimo czworga drzwi nadal jest serią 4 a nie 3.

Nowe silniki o oznaczeniu 28 nie są już trzylitrowymi rzędówkami. Rodem z Mitsubishi dwulitrowy motor wsparty został turbo. Zapewnia satysfakcjonujące osiągi i ma małe zapotrzebowanie na pożywienie. Nie jest jednak tak aksamitny jak poprzednik, który tylko czekał na kolejne cyfry na obrotomierzu. Cwana sztuczka inżynierów z dolotem udaje dźwięk bardziej soczysty, ale niemal każdy od razu zauważy różnicę w brzmieniu.

W większych modelach nie ma już diesli V8, zamieniły się miejscami z mniejszymi jednostkami z trzema turbosprężarkami. Testy jednak bezlitośnie wskazują, że poprzednie, wielkie silniki spalały mniej więcej tyle samo co nowe, mniejsze przy lepszej wytrzymałości.

Niemal wszystkie słabsze niż 300 koni mechanicznych modele prowadzą się teraz jak duże i wygodne limuzyny. Brakuje w nich ostrości i bezgranicznej pewności prowadzenia. Są doskonałymi samochodami, ale w wielu aspektach syntetycznymi. Jazda mocnym BMW przestała być wydarzeniem. W miejscu radości mamy dryfowanie meduzy w oceanie. Jestem pewien, że modele spod znaku M będą świetne na torze i ulicy, ale pozostałe modele zajęły miejsce statecznym Mercedesom. Nowej serii 3 i 4 jest bliżej do A4 i C klasy niż kiedykolwiek. Dawniej Stuttgart i Ingolstadt starały się gonić producenta z Monachium, a teraz ten oddał sam pole bez walki. Dzisiejsi konkurenci zapewniają o wiele więcej frajdy, a wnętrze Audi zdaje nie mieć sobie równych.

Według niedawnych badań grupa klientów Mercedesa odmłodniała o dobrych kilka lat stawiając na rozwiązania sprzyjające kierowcy. Dywizja AMG z modelami Black wywołuje nocne moczenie z podniecenia. Tymczasem BMW uparcie zaczyna dążyć do zadowolenia ekologów i szaleńców z kwiatami we włosach zamiast wyciągnąć rękę do klientów, którzy zbudowali potęgę marki.

 

PS: W ramach programu powrotu do starych, udanych BMW koncern wypuszcza właśnie nowy model serii 2, Active Tourer. Pierwszy minivan producenta i pierwszy z napędem na przednie koła. Dobra robota BMW.

3 myśli na temat “Quo Vadis BMW.”

  1. Zawsze lubiłem beemki 🙁 nie wszystkie były ładne, część kojarzy/kojarzyła się z buractwem. Sam jedną mam. Bo myślałem o marce jak o producencie który robi wozy na co dzień ale z zacięciem. Mercede i BMW miały duże motory. Jeden i drugi ma napęd na tył, niemieckie pochodzenie (dopracowanie, trwałość). Różnicą był styl.
    Mercedes był autem wygodnym, można powiedzieć grzybowym, do pokonywania leniwie i komfortowo setek kilometrów. W beczce można co najwyżej dostać choroby morskiej. Tymczasem w BMW zawsze był gdzieś ukryty pazur. Konkurencyjne (chyba tak? 🙂 ) E28 prowadziło się pewniej, było twardsze, ale dalej niezawodne i komfortowe. Tak było przez lata.
    Aż przez ostatnią dekadę, może dwie wszystko się pomieszało. Mercedes fajniejszą stylizacją, AMG i motorami zdobył popularność u młodych. Tymczasem bawaria staje się ciepłą kluchą z dziadowozami typu 5 GT, lub 114 -_-
    A van to już koniec wszystkiego.

  2. Spora część z tych starych. Bo nowe fajne autka to tylko topowe wersje i to też niektórych modeli. Wszystko na 4 garach to dziadostwo ;\
    Stylówa nowej 1-serii – ożeż w mordę…
    VAN i FWD – jak wyżej, żenada
    7 po lifcie z F01 wygląda całkiem całkiem
    nowe 5 i 3 wyglądają bardzo podobnie :\ to już wolę piękną E90 i spucniętą E60. Przynajmniej każda ma swój charakter a nie są klepane jak VW i Audi na jedno kopyto przez cały przekrój modeli.
    No i teraz jeszcze pół silnika w formie 3cylindriowych kosiarek… Jak można się tak upodlić ;(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *