Jak to dobrze być singlem. Ewentualnie deblem.

Zacznijmy dzisiejsze wywody dość karkołomnym stwierdzeniem, że najlepsze co spotkało motoryzację to Europa. Nie ma drugiego takiego kontynentu, na którym byłoby tylu fanów motoryzacji oraz taka ilość producentów, którzy produkują wspaniałe samochody.

Ktoś zaraz powie, że przecież są jeszcze Stany Zjednoczone oraz Azja. Ale w Ameryce najlepiej sprzedają się samochody z kraju Kwitnącej Wiśni, więc sami Jankesi nie bardzo wierzą w swoje wytwory. A Japończycy sprowadzają pojazdy ze Starego Kontynentu z kierownicą po lewej stronie, mimo że jeżdżą po złej stronie drogi.

Nikt nie produkuje tylu samochodów sportowych co Europejczycy. Owszem, w Japonii mają Skyline’a a w Ameryce Corvettę i Vipera, ale my mamy Lamborghini, Ferrari i całe tabuny innych. Przez lata dochodziliśmy do perfekcji tworząc historię, legendę oraz dziedzictwo oparte na czymś więcej niż turbosprężarki i plastik. ZR1, SRT10 czy GT-R są astronomicznie szybkie i są odpowiedzią na Porsche 911. Sęk w tym, że w Europie mamy coś, co już nazywa się 911 i występuje w kilkunastu wersjach, a parę ujrzy światło dzienne do kolejnego poniedziałku.

Przydługie wstępy na ogół są wprowadzeniem i uzasadnieniem kolejnego samochodu. Tym razem dzisiejszy pojazd właściwie nie ma z tym nic wspólnego. Poza tym, że pochodzi z Niemiec i ma przydomek Sport w nazwie.

Jeśli jesteś singlem lub żyjesz w konkubinacie Volkswagen Golf z pewnością będzie wystarczająco praktyczny. W przypadku, gdy zostałeś rodzicem wersja kombi będzie nieco odpowiedniejsza. Gdyby jednak okazało się, że dzieci jest nieco więcej znajdziesz w salonie Sharana. Możesz również wybrać odrobinę mniejszego Tourana, który powstał na bazie kompaktu z Wolfsburga. Słowem dla każdego coś w sam raz. Ale teraz Volkswagen produkuje jeszcze napompowanego Golfa pod postacią Sportsvana.

Po szkaradnym Plusie wreszcie mamy coś, w czym można się bez wstydu pokazać. Z przodu i z tyłu Sportsvana łatwo jest pomylić z normalnym Golfem, oba samochody wyglądają niemal identycznie. Dopiero bliższe oględziny oraz rzut oka na profil dają znać, że ktoś dopompował tu nieco powietrza. W każdą stronę Sportsvan jest o kilka centymetrów większy od kompaktu, dzięki czemu nie ma tu problemów ze spójnością stylistyczną. Teraz to jedna, dość elegancka i atrakcyjna, bryła.

Wsiadając do wnętrza uderza nas kilka rzeczy. Po pierwsze świetna jakość miękkich materiałów, duża ilość miejsca no i niestety nuda. Można tutaj zasnąć, aczkolwiek nie można odmówić mu ergonomii i praktyczności. Możecie być pewni, że wszystko o czym tylko pomyślicie, jakkolwiek szalone i dziwne by nie było, zostało przez inżynierów z Wolfsburga rozwiązane. Jest nawet miejsce na żetony do supermarketowych wózków.

Rozpasanie jeśli chodzi o przestrzeń zadowoli każdego. We wszystkich kierunkach jest duża ilość miejsca i nikomu nie będzie za ciasno, dzięki rozstawowi osi, który jest o blisko pięć centymetrów większy niż w normalnym Golfie.

Wielbiciele siedzenia wysoko będą zadowoleni z regulacji przednich foteli, te z tyłu można ustawiać pod różnym kątem, składać albo przesuwać. Bagażnik standardowo ma pojemność 500 litrów, czyli o 120 więcej niż w Golfie, ale o ponad sto mniej niż w jego wersji kombi i blisko dwieście mniej niż w Touranie. Na plus trzeba zaliczyć podwójną podłogę oraz zaślepkę, dzięki której małe rzeczy nie wpadną między kufer a fotele, a wielość schowków w kabinie sprawi, że miesiącami będziecie szukali swoich drobiazgów.

Oczywiście zbudowanie na platformie Golfa powoduje, że dostaniecie wszystkie gadżety, które w nim występują. Wyposażenie może być naprawdę bogate i właściwie kompletne jeśli tylko sobie tego zażyczycie. Naturalnie trzeba za nie sporo zapłacić, ale o tym nieco później.

Niech nie zmyli was przydomek w nazwie, najmocniejsze jednostki napędowe mają po 150 koni mechanicznych. W tym przypadku jest to dwulitrowe TDI, które potrafi rozpędzić się do setki w dziewięć sekund i spalać 5 litrów na sto kilometrów, dzięki czemu może zaskoczyć właściciela tysiąc kilometrowym zasięgiem. Dysponuje również momentem obrotowym na poziomie 320 Nm, który jest wcześnie dostępny, co w połączeniu z sześciobiegową skrzynią DSG zapewnia świetną elastyczność na każdym przełożeniu. Przy wyższych prędkościach dzięki odpowiedniemu wyciszeniu jest niemal bezgłośny, jednak w jeździe miejskiej daje o sobie znać dość wyraźnie.

Jeśli kupujecie vana to naturalnie spodziewacie się komfortowego zawieszenia. Nie tym razem. Nie jest tak twarde jak w modelach ze znaczkiem GTI czy R, ale jest blisko. Dzięki konotacji z Golfem podwozie i zawieszenie to świetna pomoc w szybko przejeżdżanych zakrętach, gdzie Sportsvan jest w pełni neutralny. Bardzo dobrze trzyma się drogi, ma świetną trakcję niemal w każdych warunkach, a na wirażach prawie w ogóle się nie przechyla. Dołóżcie do listy precyzyjny układ kierowniczy i mamy coś, co do tej pory oferowały tylko vany od Forda. To wszystko sprawia, że Sportsvan prowadzi się pewnie i jedzie dokładnie tam, gdzie tego od niego wymagamy.

Wybór jednostki napędowej warto dobrze przemyśleć. Mocniejsze wersje mają wielowahaczowe zawieszenie oraz są wyposażone w elektroniczną szperę, która dodatkowo poprawia właściwości jezdne w zakrętach.

Trafi się tu łyżka dziegciu, zapytacie. Cóż, lusterka boczne mają relatywnie niewielką powierzchnię jak na ten segment samochodów, ale z drugiej strony samochód nie wygląda przez to jak słoń. Poza tym jeśli spodziewacie się wysokiego komfortu lepiej wybrać inny model.

Wbrew pozorom Sportsvan wypada przyzwoicie pod względem cenowym. Podstawowa wersja kosztuje 67 tysięcy złotych, jednak 85-konny silnik jest nieprzyzwoicie słaby. Dwulitrowy diesel to wydatek rzędu 101 tysięcy, a wersja z DSG jest droższa o kolejne osiem. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby wyposażyć Sportsvana na bogato i zamknąć się w kwocie powyżej 150 tysięcy złotych. Golf w wersji kombi oraz Touran w podobnych wersjach są odpowiednio o 3 procent tańszy i droższy. Bezpośredni konkurenci, czyli Citroen C4 Picasso i Ford C-Max charakteryzują się zbliżonymi cennikami.

Jak widać na załączonym przykładzie van może wreszcie odznaczać się dobrymi właściwościami jezdnymi, świetnym wykończeniem oraz niezłą stylizacją. Tylko czy dobrze prowadzący się samochód musi być od razu sportowym? Nie powinno być to standardem? Jednak najważniejsze jest to, że głowa rodziny poza miłosnymi uniesieniami raz w miesiącu oraz odwożeniem pociech codziennie do placówek oświatowych też ma coś od życia.

Jedna myśl na temat “Jak to dobrze być singlem. Ewentualnie deblem.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *