Mała Rakieta.

Ostatnie stwierdzenie, że za każde pieniądze można kupić ciekawy samochód sportowy nie spotkało się z aprobatą. Co z tymi co mają mniej niż 20 tysięcy złotych i chcą kupić coś szybkiego w stylu Lamborghini?

Cóż bowiem może być lepszego niż włoski byk, zwłaszcza w wersji odkrytej. Jak choćby Gallardo Spyder w majtkowym niebieskim. Wówczas opuszczacie dach i nieco sennie toczycie się po bulwarach strzelając czasem z wydechu by przegonić psujących lans maruderów.

Mimo nadwagi związanej z mechanizmem składania dachu Lamborghini w wersji odkrytej potrafią być zaskakująco zwinne i skore do zabawy.

Co jednak jeśli nie dysponujemy chwilowo wolnym milionem? Okazuje się, że pragmatyczna i niezawodna Toyota znalazła odpowiedni lek na tę bolączkę. I to już ponad dziesięć lat temu. Ale od początku.

Przez lata w Europie głownie cieszyliśmy się z Celicy. Jednak jej największą wadą był napęd przenoszony głównie na przednie koła. Jednak w drifterskiej Japonii była alternatywa. Przez piętnaście lat bytności dwóch generacji MR2 miała wszystko co potrzebne, żeby wywoływać mokre sny. Niską wagę, perfekcyjny rozkład mas, relatywnie mocne motory no i na koniec najważniejsze, podnoszone przednie światła. Mogła mieć niewygodne fotele, mało koni mechanicznych albo łuszczący się lakier. Takie reflektory to jak ogon pawia.

W przypadku trzeciej generacji Toyota postanowiła jednak mocno zmienić konstrukcję. Targę zastąpił roadster i bardziej standardowe, czyli nudne, lampy. Jeśli chodzi o wymiary to MR2 nadal gra w lidze małych i zwinnych. Jest niska, krótka i wyjątkowo zwarta.

Pod pewnymi kątami przypomina nawet pierwszą generację Boxstera. Sylwetka może się podobać chociaż jest oszczędna w designerskie ekscesy. Japoński pragmatyzm ponad włoską fantazję czy brytyjski chuliganizm. Może się przez to wydawać nieco dziewczęca albo fryzjerska ale jednocześnie wygląda bardziej dostojnie, poważnie i techniczne niż Mazda MX-5. Muszę nawet przyznać, że jest przez to od niej ładniejsza, chociaż dodatkowy bagażnik na masce nie sprawia dobrego wrażenia.

Wnętrze jest proste i czarne. Co prawda wrzucono tu kilka jaśniejszych wstawek, choćby na uchwytach drzwi oraz tuningowy szczyt końca lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, czyli białe tarcze zegarów zatopione w tubach niczym w Alfach Romeo. Plus pięć do prędkości maksymalnej.

Całość jest zmontowana solidnie i nie pobrzękuje na nierównościach. Jak na ponad dziesięcioletni samochód wyposażenie jest dobre, klimatyzacja, wygodne fotele pokryte skórą i cyfrowy zegarek. Słowem szczyt rozpasania sprzed dekady. Tylko środkowy tunel swoimi połaciami plastiku sprawia nieco tandetne wrażenie.

Za sprawą swoich rozmiarów nie jest to samochód dla wszystkich. Ci powyżej metra osiemdziesiąt będą mieli drobne problemy z zajęciem wygodnej pozycji. Tym bardziej, że zagłówki są zintegrowane z resztą siedziska. Jeśli już się umościsz zorientujesz się, że tak naprawdę dotykasz swoimi czterema literami zawieszenia. Do sportowej jazdy wówczas zachęca centralny obrotomierz i wygodna kierownica pokryta perforowaną skórą.

Jeśli chodzi o miejsce na bagaże to naturalnie nie ma go zbyt wiele. Ten z przodu mieści zapasowe koło plus dwie torby. Za fotelami znajdziemy spory schowek, dzięki czemu weekendowych zakupów nie trzeba będzie robić na dwa razy, ale tylko jeśli jesteście samotni.

Silnik nie ma nic wspólnego z wysoko śpiewającymi produktami z Włoch o mocach zdolnych zatrzymywać bieg rzek i pojemnościach godnych góralskiego gardła. Raczej skromna jednostka, którą można znaleźć w innych modelach Toyoty i Lotusach, ma pojemność 1.8 i dysponuje mocą 140 koni mechanicznych oraz niedużym momentem obrotowym wynoszącym 172 Nm. Nie traćcie jednak nadziei. MR2 waży mniej niż tonę i dzięki temu potrafi rozpędzić się do setki poniżej ośmiu sekund i pędzić ponad dwieście na niemieckiej autostradzie.

Nieco gorzej na tym tle wypada skrzynia biegów. Ma jedynie pięć przełożeń i są one dość mocno rozwleczone. Przy ciaśniejszych zakrętach aż prosi się o redukcję na jedynkę. Poza tym działa z aptekarską precyzją chociaż jest nieco ponura, nie reaguje entuzjastycznie na błyskawiczne zmiany biegów.

Można być niemal pewnym, patrząc wyłącznie na dane techniczne, że jazda MR2 sprawi masę radości. Tak w gruncie rzeczy jest. Przeszkadza jedynie zbyt duża podsterowność przy wchodzeniu w zakręt. Reszta to sama przyjemność. Samochód reaguje szybko i chętnie na wszelkie dyspozycje od kierowcy dzięki nisko położonemu środkowi ciężkości. Mimo, że układ kierowniczy mógłby być odrobinę precyzyjniejszy to przekazuje wystarczającą ilość informacji.

Kierowca może w końcu czuć się ważny, jest w pełni zaangażowany w prowadzenie. Nie staje się jak to często dzisiaj bywa zbędnym bagażem, którego głównym zadaniem jest wciskanie przycisków. Do wykonania ma ciężką robotę, a jeśli chce osiągnąć jakiekolwiek efekty musi się trochę natrudzić. Gdy to zrobi poczuje niesamowitą satysfakcję, a samochód nagrodzi jego znój minimalnymi slajdami na wyjściu z wirażu. Będziecie jak dwa dobrze naoliwione i dopasowane tryby pracujące by odnieść wspólny sukces, a o to głównie chodzi w motoryzacji. Emocje są tutaj niczym nie stłumione i czyste jak w świeżo wykrochmalonej pościeli.

Dodatkowo dostaniesz całkiem zgrabne nadwozie łącznie z pokrywą silnika, bocznymi wlotami powietrza i tylną listwą co zawsze wygląda zawadiacko i na ogół jest dostępne dla milionerów. Twoja cena będzie jednak sporo niższa.

Jakieś wady? Mogłoby być więcej miejsca, ale to wiązałoby się w większym samochodem i wyższą masą. Poza tym to nad wyraz utalentowany samochód. I wcale nie przeszkodzi ci to, że jeździła nim kiedyś Patrycja Markowska. W końcu to nadal rock and roll. Tyle, że za cenę felgi od Lamborghini.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *