Bądź gotowy dziś do drogi… przynajmniej w połowie jak twój samochód.

Podobno tym co nas kształtuje jest historia. Ja bardziej stawiałbym na jedzenie, ale z faktami jakoby się nie dyskutuje. Zatem historia, kultura i pewna pokoleniowa świadomość.

Ostatnie lekko ponad sto lat to również wspólne dzieje człowieka i automobilu, który z ewenementu i wybryku natury szybko stał się przyjacielem lub jak kto woli narzędziem, środkiem do przemieszczania się. I wiele samochodów miało wpływ na historię. Nie chodzi tylko o to, że Maluch zmotoryzował Polskę, Fiat 500 Włochy, a Łada ówczesny Związek Radziecki i państwa ościenne. Nic to jednak przy naszym bohaterze. Bo istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że gdyby nie on nie było by tych wszystkich samochodów jak i wielu innych. I nic to, że dzieli nazwę z jeansami. W końcu to dzięki niemu każdy pojazd terenowy to jeep.

Wielu psioczy na 911-tkę, że przez lata wcale się nie zmieniła. Jest trochę w tym prawdy, ale porównując ją z Wranglerem Porsche to mistrz kamuflażu. 911 to typ kobiety ciągle się strojącej w coraz to nowe sukienki, a Wrangler to ostatni prawdziwy, będący płonącą kulą testosteronu mężczyzna w wytartym podkoszulku i spranych spodniach.

I chociaż dzielne Willysy, twórca chyba przewidział, że za piętnaście lat urodzi się nieśmiertelny twardziel, nie mają bezpośredniego połączenia to patrząc na Wranglera nie trudno odmówić im podobieństwa.

Sylwetka została podyktowana względami praktycznymi. W końcu w terenie liczy się zwinność i niezawiśnięcie na byle dukcie. I muszę przyznać, że to chyba jedyna trzydrzwiowa terenówka, która wygląda dobrze, poza zmotami oczywiście.

Znak rozpoznawczy to oczywiście grill z sześcioma żebrami oraz tym razem okrągłe reflektory. Linia boczna to charakterystyczne drzwi na widocznych zawiasach oraz pałąki, które znajdują się pod plastikowym dachem. Jak każda szanująca się terenówka Wrangler ma z tyłu zapasowe koło, które uniemożliwia uchylenie szyby. Ach ci Jankesi.

Wszystko w środku jest solidne zmontowane i sprawia wrażenie pancernego, niemal dającego czyścić się wodą bezpośrednio z węża. Naturalnie nie ma najlepszych materiałów a tu i ówdzie znajdziemy niezakryte śrubki, ale nic nie skrzypi. Co prawda po liftungu jest lepiej, Wrangler nawet otrzymał kierownicę, regulowaną tylko w pionie, taką jak inne modele ale albo się pokocha jego surowy charakter albo kupuje się suva.

Fotele zapewniają niezłe trzymanie boczne, a siedząc w środku bez problemu wiemy co się dzieje na zewnątrz, taka widoczność to często niespełnione marzenie u większości samochodów. Przy wybieraniu się w teren wcześniej zaplanujcie czy jedziecie we dwójkę w góry Brokeback z masą bagażu, czy bierzecie żony i dodatkowo ogromną przyczepę, bowiem bagażnik kurczy się i wówczas jest mniejszy niż w Porsche Boxster czy Fiacie 500.

Jako, że jednak jesteśmy w Europie mamy też starokontynetalny silnik, czyli 2,8 litrowego diesla o oznaczeniu CRD, które znaczy… coś. Nie jest zbytnio natarczywy jeśli chodzi o hałas, zważywszy na masę pali niewiele i zapewnia dość przeciętne osiągi, ale w końcu Jeep nie powstał do ściągania się. No chyba, że w Toledo dojdą do wniosku, że potrzebna jest wersja SRT.

200 koni i blisko pół tysiąca Nm wyciągną Jeepa z każdej opresji. Co prawda nie jestem zapalonym fanem zalewania i zakopywania samochodu, ale pewność i siła jaka bije z Wranglera nadrabia braki w kierowcy. Niestraszne mu są wszelkie dziury, progi zwalniające, a wysokoprofilowe opony sprawiają, że nie poczujecie przejeżdżanych brunatnych niedźwiedzi czy żubrów.

Jeep przez lata budował sobie renomę wszędołazów i nie inaczej jest z tym modelem. Ogromna sztywność nadwozia dzięki ramowej konstrukcji, reduktor, wzmocnione mosty napędowe, duże kąty zjazdu i podjazdu oraz osie, które wykrzywiają się wręcz prawdopodobnie dają pewność, że Wrangler pokona najbardziej karkołomny teren. Pod warunkiem zainwestowania w specjalne opony.

Na asfalcie nie jest już tak dobrze. Wszystkie zalety w terenie okazują się wadami na drodze. Bujające zawieszenie, leniwy układ kierowniczy nie budzą zbyt dużej pewności, ale to tak jakby Rupicapri kazać startować w Royal Ascot. To zwierzę terenowe, taki jest jego charakter, a konstrukcji i budowie przyświecał jeden cel – przetrwać. W takim samochodzie śnieżyce są niestraszne, drogowcy mogą spać do wiosny razem z bezrobotnymi i martwymi właścicielami suvów, którzy utknęli w zaspach.

Naturalnie tutaj można by narzekać na braki w wyposażeniu, prowadzenie, ale to nie ma sensu. To jeden z ostatnich gatunków pojazdów pokroju Defendera czy G Klasy, które konsekwentnie nie zawodzą. Przez lata były szlifowane by teraz mierzyć się z każdą przeszkodą. A że nie zawsze przystają do współczesnych standardów? Cóż, w końcu kiedyś to wszystko walnie, a wtedy Wrangler będzie jak znalazł.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *