Dacia, której orkan niestraszny. Pod warunkiem, że nie nazywa się Defender albo Pajero.

Słowem klucz ostatnich miesięcy nie jest upadek obyczajów i inteligencji programów paradokumentalnych. Nie jest nim również rekonstrukcja rządu ani nasz wielki rewolucjonista, który raczył wyjechać do sąsiedniego kraju by zapanowała w nim demokracja. Jest nim kryzys. Co ważne nie mylić z krezusem.

Człowiek jest taką istotą, że szybko przystosowuje się do nowych warunków i sytuacji. Dopiero dłuższa zaduma porównawcza uświadamia, że kiedyś było lepiej. I to nie koniecznie za komuny.

Jeszcze kilka lat temu wystarczyło kilkanaście tysięcy złotych żeby wyjechać nowym samochodem z salonu. Co prawda był to nieodżałowany „kaszlak”, ale przez ten jeden moment skaj pachniał czymś co świeżością nie było. Był to raczej aromat kleju i farby. Kilka wypłat więcej i już można było wybierać między Cinquecento, późniejszym Seicento a ogromnym Polonezem. Tak, były zawodne, przestarzałe i nieszczególnie ładne.

Dzisiaj mamy dostęp do ładniejszych samochodów tyle tylko, że ceny poszły o kilkanaście procent do góry. Skromny Hyundai i10 za 30 190, Citroen C1 31 900, Panda i Up! po 31 990. Zatem tanio nie jest, a co dopiero kiedy chcemy dojechać na działkę. Wtedy jesteśmy zmuszeni wybrać coś czteronapędowego. Panda 4X4 kosztuje 66 200, SX4 63 500 a wiekowy Jimmy jedyne 57 900. Biorąc pod uwagę, że za podobną kwotę można mieć samochód kilka razy większy. Czy zatem nie sięgając po używki nie ma innej alternatywy?

Prawdę mówiąc patrząc na dokonania Skody i Seata aż żal, że naszej rodzimej motoryzacji nie spotkał podobny los, bo o Daewoo szkoda gadać. Nawet rumuńska Dacia pod skrzydłami Renault rozrosła się i nie produkuje już wyłącznie tanich sedanów. A skoro już o gamie modelowej mowa to za 59 300 można stać się posiadaczem czteronapędowego Dustera z silnikiem 1.6.

Jeśli chodzi o aparycję to tutaj Dacia mimo zachowania budżetowego charakteru zaprojektowała coś co może się podobać. Owszem, w najprostszych wersjach nie ma lakierowanych lusterek ani zderzaków, ale to nadaje jej jakby crossowego sznytu. Wypukłe nadkola, spory grill sprawiają, że bliżej jej do Jeepa  niż Compassowi. Mimo, że Duster pięknością nie jest to ma swój urok, którym daje niemal gwarancję na przejechanie czegoś więcej niźli tylko leśnych duktów.

Blachy okalające wnętrze są grubsze niż kartka papieru, więc większych obaw o sztywność nadwozia nie ma. Porównując z innymi samochodami na czymś musieli oszczędzić projektując całkiem obszerny środek. Nie ma tu zbyt wyszukanych materiałów delikatnie mówiąc. Nie jest najgorzej i skaleczyć się nie ma za bardzo o co. Sporo przełączników i innych pstryczków pochodzi z magazynów Renault, ale czy to jakaś wada? Ważne, że nie siedzi się tu za karę, chociaż co roślejsi mogą mieć problem ze znalezieniem wygodnej pozycji za kierownicą, ta reguluje się tylko w jednej płaszczyźnie.

Silnik nie grzeszy mocą ani nie cierpi na nadmiar niutonometrów. Zważywszy na masę daje to przeciętne osiągi i spore zużycie paliwa. Jeśli zaś chodzi o napęd to tutaj łapki maczał Nissan. Krótka jedynka zastępuje reduktor, a dołączany napęd można na sztywno zblokować przesyłając moc po równo na obie osie.

Zachowanie na drodze nie budzi ani pozytywnych ani negatywnych emocji. Jeździ się w miarę dobrze bez zbędnego wychylania się nadwozia zawiadując w miarę bezpośrednim układem kierowniczym bez nadmiernego wspomagania. Szału nie ma, bunkrów również, ale w końcu to nie samochód sportowy za dużą bańkę. Dla ufających w elektronicznych stróży polecam diesla, tylko on jest dostępny z ESP.

W przeciwieństwie do większości suvów tutaj napędzane cztery koła przydają się do czegoś więcej niż do prężenia znaczka 4X4 na tylnej klapie. Oczywiście nie jest to od razu konkurent Defendera czy Wranglera, ale w cywilnym użytkowaniu potrafi zaskoczyć zwinnością i zaradnością. Dwudziestocentymetrowy prześwit pozwala bez obaw na przejeżdżanie kolein i większych kałuż. Trzeba się tylko pilnować bo to w końcu bardziej samochód na szuter z drogowymi oponami a nie pełnoprawny wszędołaz.

Jeśli chodzi o wyposażenie to cudów nie ma. Jest wszystko to co niezbędne i na tym właściwie koniec, ale to przecież budżetowy pojazd a nie salonka na kołach.

W porównaniu z cenowymi konkurentami Duster wypada lepiej pod względem wielkości. Przeciwnicy właściwi dla jego rozmiaru są o kilkanaście tysięcy złotych drożsi i w większości gorsi pod względem napędu i zdolności. Jasne, lepiej wykonani i bardziej prestiżowi, ale gdy decydują finanse Dacia nie robi obciachu. Wygląda nieźle, ubłocona jeszcze lepiej, prowadzi się dobrze i prawdopodobnie zaliczy spory spadek wartości. Dlatego lepszy będzie kilkuletni Wrangler.

 

2 myśli na temat “Dacia, której orkan niestraszny. Pod warunkiem, że nie nazywa się Defender albo Pajero.”

  1. Niby fajny samochód, ale to w gruncie rzeczy Renault. A jak przekonałem się na własnej skórze, Renault z racji licznych usterek tani w utrzymaniu nie jest 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *