Ostatni bastion w walce z ekoterroryzmem.

Wybierając nowy samochód najczęściej bazujemy albo na marketingowych bzdurach, albo opiniach znajomych lub jeszcze kierując się własnym gustem. Pierwsze dwa przypadki na ogół są dość zwodnicze. Po pierwsze kilka zdań może sprawić, że uznamy napęd elektryczny jako nadający się do codziennego użytkowania i to, że jest bardziej ekologiczny niż ten standardowy. Po drugie na ogół znajomi nie psioczną na własne wybory.

To tworzy ciekawe statystyki sprzedaży. Przez pierwsze półrocze VW w Polsce sprzedał ponad trzynaście tysięcy samochód. Brawo, większość z nich jest naprawdę dobra.

Ale zapomnieliśmy o pewnej marce, która miała mocną pozycję na naszym rynku i to mimo braku oficjalnego przedstawicielstwa. Była do bólu niezawodna, a stylizacja jej samochodów powodowała zapadnięcie w natychmiastowy sen. Teraz jednak się odradza ze stylem podwójnego przybliżenia. Oto hit salonów Mazdy pod postacią nowej 6-tki, która śladem Rolls-Royce’a jest wyposażona w system aktywnego nieba. Niestety nie ma podsufitki z gwiazdami, a kosmiczną technologię pozwalającą oszczędzać paliwo.

Z każdej strony Mazda 6 wygląda dobrze. Szczerze mówiąc to jeden z najładniejszych obecnie produkowanych samochodów. Przód jest drapieżny z muskularnymi nadkolami, linia boczna przypomina nowoczesne muscle cary, a tył to w sumie Maserati Ghibli. To co robi wrażenie to wielkość. Mazda 6 ustępuje na milimetry BMW serii 5. Do tyłu wsiada się niczym do limuzyny.

Mimo sporych wymiarów samochód nie cierpi na nadwagę. Użyte materiały nie ważą prawie wcale, dzięki czemu otrzymujemy lekkie i sportowe właściwości. Mazda potrafi być lżejsza nawet o trzysta kilogramów od klasowych konkurentów mimo pełnego wyposażenia na pokładzie.

Wnętrze nie wygląda na specjalnie nowoczesne, ale nie można mu niczego zarzucić jeśli chodzi o solidność i użyte tworzywa. Jest przyjemne i nawet sportowe. Siedzi się nisko, a wszystkie instrumenty są tam, gdzie można się ich spodziewać. W ślad za wielkością samochodu idzie przestronność kabiny. Z tyłu mieszczą się spokojnie trzy osoby, a miejsca nad głową jest tyle co w sali balowej.

Dwa minusy. Jednym jest hałas wiatru, kabina jest dość słabo wygłuszona w stosunku do konkurentów. Kolejny to wyjątkowo słaba widoczność do tyłu, niemal jak w lufciku czołgu.

Chwila z danymi technicznymi i mała rundka pozwalają zrozumieć drogę Mazdy. To obecnie chyba jedyny producent, który nie poddał się ekoterroryzmowi i tworzy auta niemal oldschoolowe. Nie ma tu dychawicznych jednostek turbo, które muszą radzić sobie z ciężkim nadwoziem i bujającym się podwoziem.

Sposób Mazdy jest banalny. Lekki pojazd, wolnossąca dwulitrówka, bezpośredni układ kierowniczy i sztywne zawieszenie. Poza Fordem Mondeo w tej dziedzinie niema właściwie konkurentów. Można narzekać jedynie na trochę niski komfort tłumienia, ale to cena za dobre właściwości jezdne, którą warto zapłacić.

Dłuższa jazda pozwala docenić kunszt japońskich inżynierów. Samochód prowadzi się stabilnie i, po raz kolejny to powtórzę, odrobinę sportowo. Wielki plus za stworzenie czegoś, co ucieszy kierowców z żyłką wyścigową.

Sam silnik sprawnie się zbiera i nadaje wystarczającej dynamiki, a 165 koni mechanicznych ciągnie niemal na całej skali prędkościomierza. Pali również niewiele benzyny, tak więc szach i mat ekolodzy. Zastosowana technologia aktywnego nieba, którym tak chwali się Mazda obfituje w same gwiazdy. No prawie. Jedyny mankament to brzmienie. Bywa nieprzyjemne zwłaszcza przy uruchomieniu i jest beznamiętne.

Można by przypuszczać, że Mazda wysoko ceni nową 6-tkę. Jest w tym trochę prawdy, ale podstawowa wersja jest tańsza o kilka tysięcy niż Mondeo i Passat, a jest w niej parę gadżetów, za które trzeba słono zapłacić u konkurentów. Kompletnie wyposażana nie przekracza 130 tysięcy, co czyni z niej naprawdę dobrą ofertę.

Zatem czy warto udać się do salonu japońskiej marki? Jeśli lubicie usportowione i w starym, dobrym stylu samochody, a nie przyciąga was tylko znaczek VW to z całą pewnością i bezapelacyjnie tak. W końcu dobrze czasem wyróżnić się z morza Passatów i Mondeo.

 

2 myśli na temat “Ostatni bastion w walce z ekoterroryzmem.”

  1. Nam też podoba się Mazda 6 – a właśnie o niej usłyszeliśmy od znajomych. Ah te stereotypy. 😉
    Interesujesz się motoryzacją i potrafisz o niej fajnie mówić/pisac. Zapraszamy do dyskusji na naszej stronie. 😉

  2. I to był by wybór dla mnie gdybym chciał (ale nie chcę!) kupić nowe auto! :> Kombi, w tym super wiśniowo-czereśniowym, soczystym czerwonym kolorze!
    Ale po co skoro wszystko mam w dwudziestoletnim aucie 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *